poniedziałek, 15 lutego 2010

"You won't find a girl in this damn world That will compare with me"

Wczoraj były walentynki.
Swojsko i w domu, bez kwiatków i tjutania, tylko my, filmy, pizza i niedziela, a ja taka niesamowicie szczęśliwa jestem jakbym na niewiadomo jaką randkę poszła :)
Chciałabym zawsze się tak czuć jak wczroaj, tak po prostu przy tobie, jak w domu.

Kocham.

by ork posters.  My heart works for me and is all yours
 I
       
                                            YOU 
      

Kawałek z dedykacją, na wczoraj:  Nick Cave & The Bad Seeds and PJ Harvey: " Henry Lee" 

              

   
Love poster - graf. : Stąd.




A to outfit na wieczorne wyjście :)
Wygląda jak żywcem zdjęty z manekina w Zarze, ale naprawdę mi to nie przeszkadza. Ramoneska i róże, to po prostu musiało wyjść romantycznie ale z pazurem.
Pod spodem jest czarny long t-stirt z 3/4 powered shoulder ;)
W takim wydaniu można pójść się powyginać przy jakiejś ciekawej muzyce na jakimś zadymionym parkiecie, albo wkomponować się w jakieś równie przydymione knajpowe wnętrze i mrużyć oczy do swoich "słodko-lubieżnych" myśli...


Biker jacket: Dorothy perkins/ mini skirt: Zara/ black tights: Zara/ Black powered shoulders t-shirt: Zara

Niesamowite, że tyle lat musiałam czekać, żebym zaczęła naprawdę dobrze wyglądać w mini...całe lata byłam zwyczajnie za chuda i za mało kobiecych kształtów, choć to takie strasznie "w modzie" i np. taki Lagerfield dostaje spazmów zachwytu na widok rozmiaru XS. Ja się czułam jak kaleka w takim ciele. Nadal jestem szczupła ale już nie przeraźliwie chuda a moja klatka piersiowa nie przypomina podwójnego leju po bombie jak 10 lat temu  :)

Nadal słyszę często, że wyglądam na 10 lat młodziej niż mam lat.
To u mnie rodzinne :)  Ja poproszę takie komplementy później, jak będę miała lat 50-siąt, przydadzą się wtedy, oj przydadzą.




   


And then a
Boom
Shalaka
He’s walkin’ upa to me
Boom
Shalaka
He start’s ta talka to me
Boom
Shalaka
My heart skips a-
Boom
Shalaka laka
Boom boom

czwartek, 11 lutego 2010

Zupełnie małe polowanie i White Stripes / little hunting & white Stripes


Pasiasty "worko-sweter" Vila, sportowe bufki na wiosnę z H&M, czapa pantera, idealna para skinny jeansów z H&M (fit sqin) i czarne, klasyczne jazzówki z prawdziwej skóry.
Jak dotąd udało mi się upolować pasiaka, jeansy i półbuty, a na resztę ciągle się czaję. Nie mogę wypatrzeć sportowych bufek z rękawem 3/4, ale pewnie na serio zainteresują mnie, kiedy na dworze będzie sporo więcej niż -6 stopni. Czapka gdzieś mi mignęła, nie wiadomo gdzie.
Deserowo Laura Laine dla Zary ;) (swoją szosą w Zarze udało mi się upolować jeszcze jedną parę skinny jeansów, tym razem stretchowych :)

To całe polowanie to już powinnam ukrócić, bo coś za długo (czytaj "za dużo kasy") mi to zajmuje ;]
A teraz pora się skupić na pracy, nie tylko na pierdołach.
Nie będzie to łatwe, bo mam nowe, cyfrowe poręczne cacko, którym nareszcie mogę się pobawić:

 Nasz dziennikarski Nikon (f90), genialna lustrzanka, przestała mi się opłacać, od kiedy nie mam dostępu do ciemni i chemii, jak kiedyś na uczelni. Potrzebowałam ekonomicznego cyfraka, w miarę lekkiego z możliwościami między kompaktem a lustrzanką cyfrową za przyzwoitą cenę (i z przyzwoitymi możliwościami)
Trafiłam w 10 moim zdaniem i...teraz to się nareszcie pobawię :)

Na sam koniec - tych państwa specjalnie przedstawiać nie trzeba, White Stripes, "My doorbell".
Stripped sweater from Vila, ( powered shouders?) spring H&M jacket, panter hat,  perfect skinny jeans from H&M, classic black, jazz flats made of real leather from HD - and finally Laura Laine's graphic for Zara as dessert.
At least I found sweater, jeans and flats :) I spent too much on my "sales hunting"... I should think seriously about my job now. It's going to be hard because I bought a new camera...and I just started to play with it.
My heavy Nikon (F90) camera was to elaborate to use it without having your own darkroom and photographic chemistry. It's a pity that it's not digital,  it's  quite heavy Single Lens Reflex camera and I needed something more quick-use between manual and compact...and more digital. 
I've finally found what I was looking for :)
Now it's going to be hard for me to stop plaing and getting my job done on time. 








poniedziałek, 8 lutego 2010

W kościach czuję...wiosnę :) /I can feel spring in my bones :)

Trochę jeszcze zimno, nie da się ukryć, ale już gdzieś tam, założę się, przebiśniegi szykują się do przebudzenia wiosennego.
Cierpliwie poczekam, a i tak czuję już tę nadchodzącą wiosnę w kościach. O taaak...i znowu będzie.. .przede wszystkim ciepło :)

Tymczasem w mojej szafie trochę starego, trochę nowego i trochę...pośredniego. 
Ostatnio wpadło trochę inspiracji z pokazów, ale i ze "wszystkiego po trochu". Pogrzebałam w sh i trochę na wyprzedażach, mając na względzie co się przyda na wiosnę. Kupiłam nowy aparat, więc niedługo obfocę conieco.
Cieszę się, że zimą pojawiła się w mojej szafie wymarzona ramoneska, bo teraz jak widzę awansowała już do miana klasyki z szafy.
A na wiosnę przede wszystkim wymyśliłam jazzówki - koniecznie rude i koniecznie klasyczne, czarne (i skórzane, przynajmniej jedna para)
Do tego tulip pant's i skóra w postaci rzeczonej ramoneski. Tu powiało Karen Walker i jej zestawami z bodaj zeszłorocznej jesieni/zimy, których echa można odnaleźć w kolekcji na wiosnę/lato 2010.
Nie tylko u tej pani z resztą tak mi te jazzówki wpadły w oko. To przecież nic innego jak skórzana wersja pepegów, w których pomykałam namiętnie aż do zeszłej jesieni.
Coś czuję że w tym roku będzie podobnie :)
Myślę, że zaprzyjaźnię się także z propozycjami H&M na wiosnę/lato 2010. 
Na pewno w szafie mi "zakwitnie" trochę, jak z resztą zwykle na wiosnę :)
Cieszy mnie, że animal printy będą ciągle na czasie, bo bardzo się zaprzyjaźniłam z nimi.
Może nawet uda mi się w końcu nabyć kamizelkę futrzaną, bo futerko sztuczne, które pomogło mi przeżyć największe mrozy potrzebuje zastępstwa, którego można by użyć w zestawie np. z ramoneską.

It's still a bit cold outside, but I can feel spring in my bones. I know that there are first spring flowers somewhere  can't wait to bloom. And it's going to be warm...again :)


I've got few new things in my closet and new inspirations - like Karen Walker and her last fall collection, with tulip pants and jazz flats set with black biker or  just leather jackets. I found few nice things during sales. I've got a new camera finally, and I hope to use it soon to show that new closet arrivals. 
I'm glad that I bought my black biker jacket this winter. It's among classics now, so It's not going to be passe any soon and I love that idea.
When I felt that spring's going to come pretty soon I decided to buy myself something I wanted to have last spring and fore some reasons I didn't- jazz flats, red-brown, from Atmosphere and another pair, classic black made of leather from HD.  I found black Vila cardigan '80-ties inspired so interesting that I just had to have it (but itr was a bit expensive for me...it's a pity I've never found anything like that in second- hand) Acid wash jeans leggins are also from Vila - one of the best I could find (and I wanted something just like it). Mohair short cardigan is a christmas present, like a warm cocoa.


 red jazz shoes: Atmosphere/ black jazz shoes: Heavy Duty/ black cardigan: Vila/ short cardigan (bolero?): H&M/ tulip pants: H&M/ acid wash leggins: Vila/ + Laura Laine and Dave Mckean : graphics



Powyżej moje ostatnie zakupy. Pierwsze jazzówki już przyszły, rude Atmosphere, świetne i bardzo ładnie wykończone. Kardiganek power shoulders, czarny z guzikami, na zamek,  to mój najnowszy nabytek. Drogi niemiłosiernie, ale warto było. Moherowe kakaowe bolerko z H&M to prezent gwiazdkowy :)


A tu już coś dla fanów japońskich potworów. "Anatomia potworów" w wykonaniu Shigeru Mizuki - "Yōkai Daizukai " czyli  przewodnik po potworach znanych z folkloru japońskiego monster zwanych Yōkai w formie serii ilustracji (pojawiają się także w serii: "GeGeGe no Kitarō" tego samego autora) -  coś więcej na ten temat:  TU
85 tradycyjnych japońskich potworów, którym można zajrzeć do wnętrza :)
Twórca jest specem od mangi, za którą osobiście nie przepadam, ale potwory podobają mi się bardzo poprzez "drzeworytowe" podejście -  nawiązania graficzne do tradycji Hangi. Świetnie dobrana forma do treści.

And here's something for real monster lovers :) "Monster anatomy" created by Shigeru Mizuki - "Yōkai Daizukai " it's an illustrated guide to Yōkai -  traditional monsters from Japanese folklore.  You can find something more about it: here and : HERE
85 traditional Japanese monsters tah can be seen also from inside out ;) Great artistic form (Hanga woodcut ispired) for that kind of subject, couldn't be more well chosen. I love that neat graphic style and sparse use of colours. Awesome.

Kuro-kamikiri



 
Kasha


 Kijimunaa

Na koniec...wydało mi się oczywiste jak kropka nad "i" - "My Beloved Monster" - by Eels, live 2005, którego nie mogło po prostu tu zabraknąć.

Easy choice for monster part of the day: "My Beloved Monster" - by Eels, live 2005
 

>
>

poniedziałek, 18 stycznia 2010

Winter break.

Wracam po przerwie, na naprawdę niezły środek zimy, ze świętami w międzyczasie, Nowym Rokiem i co tylko.
Moje sucze dziewczyny mają się świetnie, a mała Zoey zaczęła nową turę fizjoterapii, po której już widać pierwsze zaskakująco duże postępy. Mimo trzaskającej zimy z pół metrową warstwą śniegu w szczytowym momencie Zosiny chory zadek ma się rewelacyjnie, a mięśnie są jak u zupełnie zdrowego psa.
Oczywiście młoda nóżek używa nieustannie tak, że pańci oczy z orbit wyłażą.

Well, I'm back after very interesting winter break, with a really nice Christmas and New Year. (NYs eve I mean ofcourse)

My doggy girfriends are well and happy and little Zoey has just started her new  therapy with massages and "fitness ball" training. It's really snowy right now but despite of all that thick layers of snow Zoey's back legs are doing great and muscles are normal, like she had no Hip Displasia at all.
Ofcourse, she's using her "new" legs so hard, that she's making my heart stop ;)




Z młodej jak widać, całkiem niezła laska się zrobiła, a 21 stycznia będą hucznie wyprawione przez pańcię 1-rwsze urodzinki.
So, as you can see, she's a big girl now, and 21-st of january we will celebrate her first birthday.




Zadek ciągle mozolnie porasta futrem, ale za to jaki sprawny :)



A pańci czas upływa na spacerach, zleceniach i mozolnym szukaniu stałej pracy. No cóż.  ALE, przynajmniej w tym roku, w pierwszy dzień świąt okazało się, że nie zostanę starą panną jednak :)
także jak widać, trochę radosnych niespodzianek i zmian :)
Ach, no i Święty na gwiazdkę wysłuchał próśb i od przyszłego miesiąca stanę się posiadaczką mojego tak wyczekanego nowego aparatu fotograficznego (tak, tak, mój Lumix DMC-FZ38 czeka już na mnie w sklepie :)
Nareszcie będę mogła przyzwoicie obfocić nieco konkretniej moją garderobę (zwłaszcza moje nowe wyczekane, wymarzone, idealne, czarne zamszowe botki :) :) :) :)



A na koniec:
Trochę kina, bo u mnie to zawsze stały punkt programu dnia (czy to domowego, czy to na dużym ekranie)

O Avatarze, J.Camerona, to chyba wszystko zostało już napisane ;) (a ja się z połową nie zgadzam...zwłaszcza z tym, co zostało napisane o niewiadomo jakim wizjonerstwie oraz nowatorstwie reżysera.)
Nihil novi sub sole, naprawdę. Ładne efekty specjalne (obejrzałam 3D i bardzo warto, bo jeszcze większy z tego oglądania fun)
Zgadzam się, że to była "Pocahontas", tylko, że z niebieskimi indianami, ale ja się kochani bawiłam przednio, a jeszcze jakaż to była wyżerka dla oczu. Ten film na pewno nie będzie moim "guilty pleasure" i nie wstydzę się mówić, że było fajnie :)
Jedyne "szkoooda" jak dla mnie, to muzyka, której w ogóle nie wyniosłam z filmu, a jestem audiofilką i zawsze zwracam szczególną uwagę na soundtrack.
Wizjonerem Cameron nie jest, ale na pewno wyszedł mu ładny, dobrze zrobiony, dobrze "oglądalny" produkt.
Ja polecam dla tych jeszcze nie uwstecznionych na ten film -  do obejrzenia z kubłem popcornu w ciepłym kinie, a nie polecam jakiś przesadzonych dywagacji "na temat".






Polecam też szczerze "Sherlocka Holmesa" z boskim (Ach...) Downey'em JR w roli Holmesa, haotycznego, "wymiętego", błyskotliwego dziwaka i zabijaki (czyli Downey JR w swoim żywiole, a ja już nie mogę się doczekać Iron Mana 2 ;).
Świetny film. Wczoraj miałam przyjemność obejrzeć sobie w kinie. Guy Ritchie zaskakuje dozowaniem nam teledyskowych tricków, które zdawał się lubić aż za bardzo i do przesady wszędzie je wtykać, nawet tam, gdzie nie trzeba. W Sherlocku było ich akurat, ku mojemu zaskoczeniu. Chwała mu za to, bo wyszedł świetnie zrobiony, nie przeładowany ani treściowo, ani formalnie, spójny i zabawny film, z pomysłem, o genialnym, moim z resztą ulubionym detektywie, którego tak strasznie zawsze kochałam. W roli opanowanego, poukładanego Watsona (przeciwieństwo roztargnionego Holmesa) piekny i jak zwykle bardzo zdolny - Jud Law.  Muszę przyznać, że myślałam że będzie większy "jebaka" z Sherlocka, ale tu także, tak jak w formie wizualnej, nie było przesady - za to był zaprawdę ekscentryczny, "świrus" Sherlock, bez starobrytyjskiego sztywniactwa, a wcale nie tak bardzo odbiegający od oryginału z powieści A.C. Doyle'a, jak podejrzewano podobno, że będzie,  przed premierą. Ave Guy Ritchie i jego Sherlock Holmes, oraz świetny duet Downey JR/Law :)











środa, 16 grudnia 2009

Zimno, więc potrzebuję coś ciepłego / It's cold, so I need something warm.

Kiedy zaczyna mnie nudzić klasyczna czerń, przerzucam się na ten zimno-zielony, antyczny już płaszczyk A-form z H&M, kupiony dawno temu w second-handzie. Urzekł mnie zabawny pelerynkowaty fason a'la lata 60-te, duże obszywane guziki i te kieszonki, które kojarzą mi się z harcerskimi mundurkami.
Wychodzi coś w stylu małej Mi, z tym że wcale nie takiej małej i nie w czerwieni. Na kieszeni siedzi sobie pin z nieśmiertelną Audrey w ekscentrycznym kapeluszu na głowie. Mój beret nie jest może ekscentryczny, ale ktoś mi ostatnio powiedział że taki, noo 'artystyczny'...Ja swoje artystyczne czapki to pamiętam z czasów plenerów malarskich sto lat temu jeszcze w Liceum Plastycznym, kiedy to wszystko, z czapką włącznie miałam upaprane farbami :)

When I feel fed up with classic black coats and jackets I put on this blue green A-form coat. It reminds me of 60-ties and  girl scout uniform (that funny pockets). It cheers me up whith its form and that big, round buttons. On my right pocket I've got a pin with Audrey Hepburn in funny hat. Someone said that in this beret I look like a painter...well, I remember my 'artistic' hats and berets I was wearing during my open air painting sessions in my secondary (Art) school. It was all over in paint stains, so back then it was truly "artistic". Today its...just a beret.




coat: H&M/ stretch denim jeans: Zara/ boots: allegro/ bag: Tally Wejl/beret: H&M/ gloves: Chanel  /scarf: made by my mummy :)


Blue green make up.


two funny looking whippet guys :)  Digital art  2007.





A tutaj prezent gwaizdkowy dla teścia mojej siostry, wymyślili z mężem że będzie to ich wspólny portret sprzed lat, z motorem bliżej nie określonej marki (albo ja po prostu nie wiem). Zmusiło mnie to zlecenie do klasycznego rysowania, którym sobie od czasu do czasu dorabiam.

Christmas present for my sisters father in law. Classical drawing of him and his whife when they were young, with a bike (I have no idea of what kind). It was commissioned by my sister and her husband, it reminds me that I stil can draw a classical drawing.
Very romantic huh? :) ( it was great to picture those wild times...when they were young)







czwartek, 10 grudnia 2009

Late night roses.

Obił mi się o oczy ostatnio pokaz Kenzo na jesień 2009 i rzuciło w oczy kilka różanych motywów.
Widziałam już pare takich na sweterkach i spódniczkach z Assosa. Takie herbaciane albo irlandzkie różyczki a'la czasem art nuveau, a czasem po prostu "jakieś retro", przesympatyczny motyw na zimę. A nawiązując do jesiennego pokazu Kenzo, naprawdę nikt mi nie powie że folk jest passe...tak na marginesie, nie będzie tez passe na wiosnę :).Dotąd jednak w ręce mi nic różanego jakoś nie wpadło, za to wczoraj wpadła mi w oko w Zarze spódniczka, zobaczyłam ją na manekinie razem z czarnym bufiastym long topem i ramoneską. Zestaw mi tak wpadł w oko że poszedł do domu razem ze mną (bez ramoneski bo swoją już mam). Musiałam się pocieszyć wczoraj a różowe różyczki dawały po oczach jak wesoły neonik :)
Moherowe kawowe bolerko H&M  jest prezentem, a że zimno to się przydało w klubie nocą.

Lately I've seen Kenzo fashion show for fall 2009, and...I'm sure that folk style is not out yet.
I've been to Zara and that rosy mini skirt occured to me, I decided to buy it in set with nice black top with puffy shoulders. Set looked good with black biker jacket, black shiny leggins and black velour boots.
I had to comfort myself, 'cause my day wasn't nice compared to the evening and night :)
Short cofee cardigan from H&M was a gift, It was warming me up because the night was really cold.




Tak tak, Billego Corgana albo się lubi, albo niecierpi ;) zawsze kiedy go nucę to go przedrzeźniam i wychodzi bardzo zabawnie, ale lubię Pumpkinsów :)
It's like you love Billy Corgans voice or hate it. I make fun of that often, but I just like it.





Ja bym jeszcze poprosiła sweterek różany :)
O...i prawie zapomniałabym o mojej nowej zdobyczy, torebki z Zary, która miała być workiem na łańcuszku - a już myślałam że nie znajdę większego i niepikowanego ekwiwalentu Chanlekowatych torebeczek a'la Atmosphere.

I would like also a nice, rosy sweater.
Oh...Ialmost forgot about my new Zara bag. I wanted a bigger, not swooped baggy-bag with golden chain and I found.







poniedziałek, 7 grudnia 2009

Mój ukochany stary płaszczyk & prawdziwe chanelki/ My beloved old coat & real Chanel gloves

Uwielbiam ten stary płaszczyk z Pull & Bear, podejrzewam, że będę go nosić, podobnie jak kurtkę, tej samej marki, którą kupiłam już ze 3 lata temu razem z tym płaszczykiem. Nie jestem typem "zdobywcy" jeśli chodzi o "konsumenta" ciuchów. Ciągle jeszcze mam takie swoje starocie, do których po prostu jestem zwyczajnie przywiązana. To są z resztą rzeczy, które nadal wpisują się w trendy, są klasyczne i na tyle dobrze uszyte i noszone, że się całkiem przyzwoicie trzymają.
Skórzane leginsy przerobiłam sobie sama, bo wymagały zwężenia. Botki to dosłownie atrapa butów, ale czego wymagać za grosze.
Tunika to kompilacja lat '40-stych i końca lat '80-tych, świetnie 'siedzi" z moją ramoneską, ale kiedy mi zmarzł zadek, poszedł w ruch stary płaszczyk. Co wełna, to wełna.

I love that black Pull & Bear coat. It's quite old, but still fits and is really needed, because it's getting much colder now.
I'm sure I'm going to wear it just like my black short jacket 'till it doesn't look like old rags. I'm a nostalgic type of cloth consument - I'm getting used to many of those things, and it's hard for me to say good bye. Of course many of them are classics, so they still fit to trends even three years later.
Those leather leggins I wear I had to make a bit more skinny. Boots...well...they just look like boots, but are made of something very far from leather (was it really cheap monday?). Zara TRF checked tunic, looking like if you put 40'-ties and 80' ties together and mixed it. I know it looks good with my leather biker jacket, but hey my ass isn't cold resistant.





coat: Pull & Bear/ leather leggins: Vila/ boots: allegro/ checked tunic: Zara TRF/ scarf: mummy made :)





tunic Zara TRF/ cardigan: Zara/ leather leggins: Vila


 Teraz przyszła prawdziwa zima, marzną uszy całkiem konkretnie, a do tego marzną mocno ręce (a moje sa drobne i szczupłe i mróz jest wręcz tragiczny dla nich). Miło było wyjąć z szafy moje cudowne Chanelki. I to są prawdziwe Chanelki, które przyjechały do mnie jako prezent z NY dzięki uprzejmości mojej kochanej teściowej :) (która ma świetny gust z resztą). Muszę powiedzieć że co kurczę marka, to marka...i to JAKA. Skórzane, czarne są cudownie miękkie i ciepłe, na wielkie mrozy. Podejrzewam, że na biegunie północnym nie poczułabym w nich najmniejszego zinna. W środku mają cudownie miękkie futerko. Druga para, to wiśniowe długie, aż po same łokcie, z fantastycznej wełny, pięknie skrojone i uszyte. Teraz tylko muszę naprawdę uważać, żeby ich nie zgubić bo się zapłaczę...i to nawet nie dlatego że to Chanel (choć czuje się że to naprawdę klasa wykonania i designu), tylko dlatego, że są po prostu fantastyczne i strasznie się do nich przywiązałam.

When the real winter (lets say colder) came, my ears went so cold I was afraid to loose them, just like my fingers. It's nice to put on winter hats and gloves. And those gloves are special. Real, Chanel gloves, one pair made of lamb leather, with perfectly soft fur inside, and another, longer made of wool.  It was a gift  from my mother in low, right  from NY (yeah she has one hell of a good taste and she knows what's best ;) )
I must say that it's just perfectly made, you feel that this is Chanel...perfect to the last detail.. and come on! I just love to wear it.
Now I have to watch out for them 'cause It would be a pitty to loose them (like I always did with my gloves...eventually)


Chanel gloves, leather and wool.

No i czapki...mam ich sporo, ale zawsze mi się wydaje, że za mało. Trzeba uzupełnić zapasy :)
Moją czapą numer 1 jest fioletowy, akrylowy, podwójny krasnal a'la pan Beckham jak się później dowiedziałam (nie zwróciłam uwagi na aukcji allegro, że tam widnieje właśnie on w takiej samej, promując tę markę (tak, nie zwróciłam uwagi, naprawdę, jakkolwiek by to dziwnie nie brzmiało).

And hats, I have a lot of them, but still I need a new one :)
My favurite one is that "Beckham brand" (I've found out that after I bought it, I'm not fond of football, but still nice hat :) )



hat: Veti, and my Serigraphy 2007, "Stealing monkeys", part of my diploma work at Academy Of Fine Arts in Wrocław.

P.S. Małpy z serigrafii kradną kamerę przemysłową, gdyby ktoś chciał wiedzieć ;)
P.S Those monkeys from my Serigraphy are stealing camera if somebody would like to know...;)




Na sam koniec jeszcze dorzucam kilka propozycji do mojej starej zielonej kratki z H&M, która aktualnie przeżywa u mnie drugą młodość (i tak mi się fajnie z wiosną kojarzy). Bombka z Terranovy (wersja ta sama, co sławetna "marynarska" ale bez złotych guzików) to moja najnowsza zdobycz. Jak zwykle jestem ostatnia, jeśli chodzi o jakiś trend (wszyscy ten model chyba mają i znają od dawna) ale jakoś mi to nie przeszkadza ;)

In the end I would like to gather few new things, few old and some of them green :)
Yes, it's my old H&M checked green blouse and some must haves like dark shorts, new black hat and that beautiful leather mini skirt (that other one I've already bought. I wanted "that"Terranova mini skirt, but without golden buttons - and finally I found it)