piątek, 13 grudnia 2013

My concept art world.

Cieszy mnie niezmiernie, że nareszcie mogę posiedzieć nad concept astem tworzonym wyłącznie do portfolio i wyłącznie z samej frajdy ich tworzenia.
Oczywiście baza danych z firmy, okupiona długimi godzinami siedzenia w internecie i zbierania referencji bardzo mi się przydaje teraz :)
Teraz czuję, że z kieratu, znowu jestem na fali jakiegoś rozwoju, choć niejeden pomyślałby,  że
jeśli grafik zajmuje się grafiką w pracy i po godzinach...to jest
zwykłym pracocholikiem i już.
A ja, po godzinach (czyt. w nocy, najczęściej) gram sobie w ukochany Skyrim na PS3, zupełnie wyłączając głowę z problemów dnia codziennego. Jeśli o czymś myślę, to jak Skyrim obala drapieżny kapitalizm... jak na ironię w jednej z branż, która szczególnie kapitalizm finansuje...


                     A oto czym się Ewa aktualnie zajęła...hot pirate mamas!!! :) referencje: mjr@ranum.com

środa, 27 listopada 2013

Back to you...


"Drogi pamiętniku"...
Dwa lata tu nie zaglądałam, bo właśnie byłam zajęta wywracaniem swojego życia do góry nogami. I to nowe całkowicie mnie pochłonęło.
      Właśnie nadarza się okazja, żeby znowu wrócić do tej mojej zabawy w pisanie, stwierdziłam, że w zasadzie - czemu nie.
Nie, nie to, żebym teraz planowała być w tym nie wiem jak systematyczna i mogła szastać wolnym czasem...ale...zawsze lubiłam pisać sobie w eter ;)

      Od czasu, kiedy ostatni raz tu zaglądałam zmieniło się w moim życiu w zasadzie wszystko.
Wróciłam w rodzinne strony, zmienili się ludzie w okół mnie, starzy przyjaciele przy mnie zostali, pojawili się nowi. Jestem samoświadomą, samodzielną i zaktualizowaną wersją siebie.
Słowo katharzis, brzmi może jak jakiś patetyczny, przedpotopowy "makaronizm", ale to zwięźle określa to, co sobie zafundowałam w ciągu ostatnich dwóch lat. Kosztowało to sporo odwagi, samodyscypliny i umiejętności wykazania się emocjonalnym chłodem, kiedy altruizm nie byłby obrym rozwiązaniem. Wymagało to szaleństwa...ale czasem warto postawić wszystko na jedną kartę.
I nie, o dziwo nie trzaskają pioruny, nie rozstępuje się ziemia i nie idzie się do piekła dla egoistów...

      Eurypides powiedział (o czym przypomina mi od lat nieprzerwanie opis w archaicznym Gadu-Gadu mojej siostry ;)): "Nie możesz być silniejszy od przeznaczenia". 
Patos aż bije po oczach, ale z perspektywy czasu sądzę, że coś w tym jednak jest.
Jeśli więc przypadkiem trafisz w sieci na ten post, a czujesz, że idziesz drogą, którą jednak nie powinieneś iść, to nie wahaj się wybrać inną. Wszystko zniesiesz jeśli czujesz, że w życiu poruszasz się znowu doprzodu. Radykalne zmiany są trudne do przeprowadzenia, można się przy tym pokaleczyć, w życiowych "chaszczach", załapać przy tym trochę blizn, ale i tak, kiedy emocje opadną, wszyscy wyjdą z turbulencji zwycięsko.

P.S. A teraz w skrócie:
Jest tak jak miało być - dużo nowości, samorealizacji i ciężkiej pracy, a portfolio pęka w szwach. Jest mój ukochany Skyrim.
Jest lepiej :)


Mój niebieskooki szmaciak  Shiro, szpieg z krainy deszczowców, zapalony fan lotnictwa ;)

niedziela, 11 września 2011

Pimp my portfolio...

Strona z przerwami, ale w robocie, bo najważniejsze teraz to "pimp my portfolio". No zobaczymy co z tego wyjdzie. Spróbuję, pożyję i zobaczymy. Póki co wystaję z łóżka z herbatką z lipy w ręku i robię przegląd prasy.
 


piątek, 8 lipca 2011

Day after tomorrow.

To co odłożyłam na pojutrze trzeba zrobić dzisiaj - dzisiaj jest to moje pojutrze.
Wypadałoby kiedyś napisać tu, o tym, co robię zawodowo, bo tak sobie stoi ten blog i wygląda tak, 
jakby albo mnie nie było, albo, że nic nie robię, tylko "wyglądam". 
Nie ma powodu, żeby tak było, nie interesuje mnie właściwie pisanie o tym co znowu na siebie założyłam. Więc wracam do pisania o czymś ciekawszym, niż nowe gacie z H&M-u.
Nareszcie zabrałam się za swoje elektroniczne potfolio w formie strony. To jest coś, co powinnam była zrobić 3 lata temu. Nie zrobiłam, bo jakimś dziwnym trafem w czepku urodzona zapewne, dostawałam i dostaję zlecenia i bez tego. Ostatnio pomocny okazał się Facebook, ale nie ma co, doskonale wiem, że się nie urodziłam w przysłowiowym czepku i powinnam się nieco dostosować do wymagań rynku, albo naprawdę zniknę i będę tylko wpisem w księgę absolwentów Akademii.
A ja mam całkiem ciekawe życie, sporo do pokazania i do powiedzenia.

Tym sposobem niedługo ruszy moja strona. Najwyższa pora.

It's time to go back to writting about something more than new pair of panties from H&M.
I'm still doing my beloved stuff, nothing's changed. It is my job, and my life. I can have a brake, even a long one if  I like to, but I won't deny it's just what I am about and what I love to do. I never stopped doing it, I just didn't write here about it. I love my life and my work. I should make my portfolio website a long time ago, 'cause it's always better not to just believe in luck. Well, yes I'm lucky that since I finished the Academy Of Fine Arts, work kept finding me and I didn't have to look for it so far. Luck doesn't live with us forever...so... my website was to be made the day after tomorrow. It is that day today.

 
Take care of the young lady.